#Po drugiej stronie pozwu – Pieniądze nigdy nie są tylko pieniędzmi.
czyli idzie nowe, a Ty nie pozostawaj w tyle tylko dotrzymaj kroku zmianom.
Ostatnio przyszła do mnie myśl, że życie i praktyka orzecznicza zmienia się tak szybko, że obecne przepisy średnio za tym nadążają.
Praca adwokata ma pewną niezwykłą cechę. Każdego dnia pozwala zajrzeć tam, gdzie większość ludzi nigdy nie chciałaby się znaleźć. Do domów, w których ucichły rozmowy. Do rodzin, które jeszcze niedawno planowały wspólną przyszłość. Do spraw, w których obok przepisów prawa równie ważne są emocje, poczucie krzywdy, żalu, rozczarowania, a czasem także nadziei.
Od lat prowadzę sprawy rodzinne, spotykam ludzi na bardzo różnych etapach ich życia. Jedni przychodzą po pomoc, inni po odpowiedź, jeszcze inni po zwykłe wysłuchanie. I choć każda sprawa jest inna, z czasem zaczęłam dostrzegać, że wiele z nich łączą te same mechanizmy, te same błędy i te same pytania, które pojawiają się zdecydowanie za późno.
Coraz częściej łapię się na myśli, że ogromna część tej wiedzy nigdy nie wychodzi poza ściany kancelarii. Pozostaje zamknięta w aktach spraw, salach sądowych i wielogodzinnych rozmowach z klientami. A przecież wiele z tych doświadczeń mogłoby pomóc komuś zatrzymać się na chwilę, spojrzeć na własną sytuację z innej perspektywy albo po prostu uniknąć błędu, którego konsekwencje bywają odczuwalne przez długie lata.
Dlatego postanowiłam stworzyć miejsce trochę inne niż typowy profil prawniczy. Nie chcę zasypywać Państwa kolejnymi przepisami, cytatami z orzeczeń ani prostymi poradami, które często nie mieszczą całej złożoności ludzkich historii. Chciałabym zaprosić Państwa do wspólnej refleksji nad tym, co dzieje się tam, gdzie prawo spotyka się z codziennym życiem.
Tak narodził się pomysł cyklu „Po drugiej stronie pozwu”.
Nie będzie to opowieść o konkretnych klientach ani o konkretnych sprawach. Tajemnica zawodowa jest dla mnie wartością bezwzględną. Będą to natomiast felietony inspirowane wieloletnią praktyką, obserwacjami i doświadczeniami, które ukształtowały moje spojrzenie na relacje, rodzinę, odpowiedzialność i ludzkie wybory.
Nie zamierzam nikogo pouczać ani wskazywać, kto ma rację. Jeżeli jednak choć jedna osoba po przeczytaniu któregoś z tych tekstów spojrzy inaczej na swoją rodzinę, odważy się odbyć ważną rozmowę, podejmie bardziej świadomą decyzję albo po prostu zrozumie, że nie jest sama ze swoimi problemami, uznam, że warto było poświęcić czas na napisanie każdego z tych felietonów.
Zapraszam Państwa do lektury. Mam nadzieję, że po drugiej stronie pozwu uda nam się wspólnie dostrzec coś znacznie ważniejszego niż same paragrafy.
Ale skoro dotarliście Państwo do tego miejsca to nie zmarnujmy tego i już teraz.
Pieniądze nigdy nie są tylko pieniędzmi.
Jest takie zdanie, które słyszę w kancelarii z zadziwiającą regularnością.
„Pani Mecenas, mnie nie chodzi o pieniądze.”
Na początku kariery zawsze przyjmowałam te słowa z pewnym dystansem. W końcu za chwilę rozmowa schodziła na mieszkanie, samochód, oszczędności, alimenty, kredyt hipoteczny, udziały w spółce czy podział majątku. Wszystko zdawało się krążyć właśnie wokół pieniędzy. Dzisiaj wiem, że bardzo często moi klienci mówią prawdę.
Naprawdę nie chodzi im o pieniądze.
Pieniądze są jedynie językiem, którym próbują opowiedzieć o czymś znacznie trudniejszym.
O poczuciu niesprawiedliwości, rozczarowaniu, o latach poświęceń, których w ich przekonaniu nikt nie dostrzegł, o niewypowiedzianym żalu.
Pamiętam sprawę małżeństwa, które przez wiele miesięcy toczyło niezwykle zaciekły spór o wyposażenie domu. Wartość przedmiotów będących przedmiotem konfliktu była niewielka. Z ekonomicznego punktu widzenia koszt procesu zaczynał przewyższać wartość rzeczy, o które walczyli. Każdy, kto spojrzałby na tę sprawę z boku, zapewne uznałby ją za całkowicie nieracjonalną. Dopiero po długiej rozmowie zrozumiałam, że nie chodziło o meble.
Dla jednej strony były symbolem wspólnie budowanego życia. Dla drugiej stanowiły dowód, że przez lata to właśnie ona ponosiła największy ciężar utrzymania rodziny. Ten spór nigdy nie dotyczył drewna, tapicerki czy sprzętu AGD. Dotyczył potrzeby usłyszenia prostego zdania: „Doceniam to, co zrobiłeś” albo „Widzę, ile poświęciłaś dla naszej rodziny”.
Od tamtej sprawy jeszcze uważniej słucham ludzi. Kiedy ktoś z ogromnym przekonaniem walczy o kilka tysięcy złotych, bardzo rzadko zakładam, że walczy właśnie o tę kwotę. Znacznie częściej próbuję zrozumieć, co kryje się za liczbami zapisanymi na kartce papieru – co chodzi tak naprawdę ? Po znalezieniu odpowiedzi na to pytanie rozwiązanie na spór przychodzi niekiedy samo lub idzie nam szybciej. Uważam, że nie ma takiej sprawy, której nie można rozwiązać rozmową, choć tu jest haczyk – dwie osoby muszą tak samo chcieć i z równym zaangażowaniem i uważnością podejść do rozmowy.
Sędziowie potrafią podzielić majątek, potrafią określić wysokość alimentów, rozliczyć nakłady, ustalić udziały czy zasądzić spłatę. To niezwykle ważne aspekty, bo pomagają uporządkować rzeczywistość po rozpadzie związku.
Niestety nasz system prawny nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, ile warte jest dziesięć lat poświęceń jednego z małżonków. Nie przeliczy nieprzespanych nocy przy chorym dziecku. Nie wyceni kariery zawodowej odłożonej na później ani poczucia, że przez lata było się dla kogoś oparciem, a na końcu usłyszało jedynie, że „niczego wielkiego się nie zrobiło”.
Właśnie dlatego sprawy rodzinne są tak trudne.
Za każdą kwotą wpisaną do pozwu stoi jakaś historia, a za niemal każdą historią kryje się człowiek, który nie chce przede wszystkim pieniędzy. Chce, aby ktoś wreszcie dostrzegł jego wysiłek, cierpienie albo poczucie krzywdy.
Nie oznacza to oczywiście, że pieniądze nie mają znaczenia. Mają. Czasami decydują o bezpieczeństwie dzieci, o możliwości rozpoczęcia nowego życia, o zachowaniu dachu nad głową czy prowadzeniu firmy. Rolą adwokata jest walczyć o interes klienta z pełnym zaangażowaniem i wykorzystaniem wszystkich środków przewidzianych przez prawo.
Jednocześnie lata praktyki nauczyły mnie czegoś, czego nie znajdziemy w żadnym podręczniku. Najtrudniejsze sprawy rodzinne nie kończą się wtedy, gdy sąd wyda wyrok.
Kończą się dopiero wtedy, gdy ludzie przestają przeliczać swoje życie na rachunki wzajemnych krzywd. I tu trzeba dostrzec zmieniający się trend także u sędziów, którzy stają się bardziej dostępni dla ludzi, a sam proces poprzedzają rozmową i próbą mediacji, a co najmniej próby znalezienia rzeczywistego zarzewia sporu. .
Nie zaczynaj do wyliczeń, poświęć chwilę i zastanów się nad czym tak naprawdę Tobie zależy.
Po drugiej stronie pozwu pieniądze bardzo rzadko są tylko pieniędzmi.
Im wcześniej to zrozumiemy tym lepiej, po prostu.
Serdeczności,
Adw. Agnieszka Juchno-Marcjan

