Można wygrać proces i przegrać siebie
Czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają i istota pojmowania wygranej też się zmienia.
Lata temu byłam przekonana, że prawdziwe zwycięstwo w sporze musi zakończyć się na sali sądowej. Że wygrana to wyrok, pieczęć, uzasadnienie i satysfakcja z tego, że sąd potwierdził nasze racje. Dziś patrzę na to zupełnie inaczej. Życie nauczyło mnie, że człowiek może wygrać proces i jednocześnie przegrać kilka lat własnego spokoju, zdrowia i codziennego życia.
Dlatego zdecydowałam się na mediację i dumnie mediuję przy Sądzie Okręgowym w Szczecinie już od kilku lat.
Konstruktywna rozmowa i negocjacje są moją pasją, której zdecydowałam się poświęcić w jeszcze większej skali niż dotychczas aranżując na ten cel osobną przestrzeń w biurze i kalendarzu 😊
Wierzę, że największą wartością człowieka nie jest wygrany proces.
Największą wartością jest spokojne życie.
W pewnym momencie człowiek zaczyna rozumieć, że są sprawy ważniejsze niż potrzeba udowodnienia komuś swojej racji. Że czas jest walutą, której nie można odzyskać. Że organizm pamięta każdy stres, każdą bezsenną noc, każdą rozprawę, każde napięcie i każdą rozmowę, po której człowiek przez pół dnia nie potrafi dojść do siebie.
Długotrwały konflikt potrafi wejść do życia po cichu. Najpierw zajmuje myśli. Później odbiera sen. Następnie zaczyna wpływać na zdrowie, relacje, rodzinę, pracę i codzienne funkcjonowanie. Człowiek niby żyje normalnie, ale wewnętrznie cały czas jest w gotowości do walki. A organizm nie został stworzony do życia w ciągłym napięciu.
Coraz częściej obserwuję, że ludzie wychodzą z sądów z wyrokiem w ręku, ale bez siły, bez zdrowia i bez poczucia ulgi. Wygrali sprawę, ale stracili kilka lat życia na stres, lęk i emocjonalne wyniszczenie. I wtedy pojawia się pytanie, którego prawie nikt nie zadaje na początku konfliktu.
Czy naprawdę było warto?
Bo prawda jest taka, że wyrok nie zawsze kończy problem. Czasami jest dopiero początkiem kolejnej walki. O egzekucję. O wykonanie obowiązku. O pieniądze. O kolejne pisma i kolejne miesiące oczekiwania. Można mieć rację potwierdzoną przez sąd i jednocześnie każdego dnia żyć w zmęczeniu konfliktem.
Dlatego z biegiem minionych lat zaczęłam inaczej patrzeć na mediację.
Mediacja nie jest słabością.
Mediacja bardzo często jest największą formą siły.
Bo tylko człowiek dojrzały emocjonalnie potrafi powiedzieć:
„Nie chcę już wojny. Chcę rozwiązania.”
W świecie pełnym ego, rywalizacji i potrzeby „wygrania za wszelką cenę” niezwykle trudno jest usiąść do rozmowy i pomyśleć nie tylko o racji, ale również o przyszłości, zdrowiu i zwykłym ludzkim spokoju.
Zrozumiałam też, że w sporze najważniejszy nie powinien być dokument.
Najważniejszy powinien być człowiek.
To człowiek później wraca do domu po rozprawie.
To człowiek budzi się w nocy ze stresem.
To człowiek bierze leki na ciśnienie.
To człowiek żyje latami w napięciu.
I to człowiek ponosi emocjonalne konsekwencje konfliktu dużo dłużej niż trwa sama sprawa.
Czasami mówimy o walce o sprawiedliwość, ale zapominamy, że żadna sprawiedliwość nie cofnie utraconego zdrowia psychicznego, rodzinnych relacji czy kilku lat życia przeżytych wyłącznie w stresie.
Dzisiaj wiem, że ugoda odpowiednio zabezpieczona i świadomie wynegocjowana bywa znacznie bardziej wartościowa niż nawet najpiękniejszy wyrok, którego druga strona nigdy dobrowolnie nie wykona.
Czasami lepiej zakończyć konflikt mądrze niż wygrać go efektownie.
Żyjemy w czasach, w których ludzie coraz częściej chcą mieć rację bardziej niż chcą mieć spokój. Tymczasem życie pokazuje, że racja nie zawsze daje ulgę. Bywa, że daje jedynie satysfakcję na chwilę. Spokój natomiast pozwala normalnie oddychać, spać i wracać do codzienności bez ciężaru ciągłego konfliktu.
Bardzo często słyszę:
„Ja mu pokażę.”
„Nie odpuszczę.”
„Będę walczyć do końca.”
Brzmi znajomo?
A może warto zadać sobie jedno pytanie:
A co będzie tym końcem?
Bo są konflikty, które kończą się na sali sądowej.
Ale są też takie, które człowiek nosi w sobie jeszcze przez wiele lat.
Największą mądrością jest umiejętność rozpoznania, które wojny nie są warte naszego zdrowia.
Czasami trzeba odpuścić nie dlatego, że ktoś wygrał.
Tylko dlatego, że my chcemy jeszcze spokojnie żyć.
Bo życie naprawdę jest zbyt krótkie, aby latami udowadniać coś ludziom, którzy i tak nie chcą nas zrozumieć.
Jedna z najważniejszych rzeczy, których nauczyło mnie życie, brzmi dziś bardzo prosto:
Nie każdy konflikt zasługuje na nasze zdrowie.
I może właśnie dlatego mediacja nie jest rezygnacją z własnych praw.
Czasami jest po prostu wyborem siebie.
Kiedy i Państwu przyjdzie stanąć przed dylematem: rozmowa czy krwawy spór … ?

